sobota, 29 kwietnia 2017

[OD&D] Zabijanie potworów i zdobywanie złota

autor: Bartek
UĄBAR, SESJE #5, #6
Awanturnicy dowiadują się, że High Evil Priest przejął władzę w królewskim zamku. Korzystając z panującego zamieszania bohaterowie postanawiają udać się do twierdzy, by wynieść z niej jak najwięcej złota.

BG

Poldarionn (Piotrek) - wojownik w serce czesany
F-M 1, STR 14, INT 8, WIS 12, DEX 12, CON 11, CHA 10, HP 5, AC 7

Wiaderny (Bartek) - parający się magią jubiler; pragnie otaczać się doppelgangerami; chudy, ale gibki
M-U 1, STR 8, INT12, WIS 13, DEX 15, CON 6, CHA 11, HP 5, AC 9

Zbyszek Fajter von Zwei (Dybtas) - duchowny zwymiotowany przez trola
C 1, STR 12, INT 11, WIS 9, DEX 9, CON 11, CHA 8, HP 3, AC 9

1.

Gdy spragnieni piwa bohaterowie kierowali się w kierunku karczmy, podbiegli do nich dwaj ranni strażnicy miejscy i powiedzieli:
– W zamku władzę przejął zły kapłan. Musicie nam pomóc.
– Powiedzcie powoli co się dzieje. – powiedział Poldarionn.
- Władzę w zamku przejął Rogaty Błazen, który został wskrzeszony przez High Evil Priest. Damy dworu zmutowały. Wszyscy pieprzą się ze sobą, a nad zamkiem unoszą się wielkie, fioletowe świece, których płomienie wyglądają jak stojące pionowo oczy.
Doppelganger, który towarzyszył Wiadernemu zadrżał, a skóra na jego ciele zafalowała.
– Co robisz? – zapytał zaniepokojony Wiaderny.
– Mam ochotę ich zabić – odrzekł potwór.
– Nie tak się umawialiśmy, jeśli się zmienisz, zerwiesz umowę.
Przerażeni strażnicy zbledli i powiedzieli, że jak bohaterowie chcą pomóc to powinni się zgłosić się do Horkena Freimda, dowódcy straży miejskiej. Awanturnicy zdecydowali się wyruszyć do zamku i korzystając z panującego tam chaosu, zabrać trochę ze znajdujących się tam skarbów. Zbyszek Fajter jednak uznał, że to nie na jego nerwy i poszedł grać w warcaby z Margaret, żoną karczmarza, do której drużynowy kapłan miał pewną słabość. Pozostałych dwóch śmiałków wraz z doppelgangerem i najemnikiem Iveriosem udało się do siedziby straży. Po rozmowie z Horkenem potwierdziło się to, co powiedzieli strażnicy. Awanturnicy uznali, że bez sensu jest forsować główną bramę zamku i lepiej poszukać jakiegoś tajnego wejścia do twierdzy.
– Ja znam tajne przejście – powiedział Iverios. – Jak siedziałem raz pijany na drzewie podglądając przez okno przebierające się w zamku panny, widziałem jak dwóch rycerzy otwiera ukryte drzwi w murze od strony południowej.

2.

Skoro sprawa wejścia do zamku była już załatwiona można było przystąpić do przygotowań. Bohaterowie dostali od straży kilku ludzi, broń i ekwipunek. Początkowo straż chciała zapłaty za sprzęt ale Poldarionn rzekł, żeby się lepiej puknęli w głowę i że to oni raczej powinni mu zapłacić za ratowanie zamku. Wiaderny wpadł na pomysł, że przydałaby się w drużynie jakaś dodatkowa postać parająca się magią. Dowiedział się od Horkena, że w pobliżu mieszka jakiś czarodziej imieniem Gonzalo. Mimo to wpierw poszli do świątyni, lecz kapłan nie był skory do tego aby wybierać się na tak niebezpieczną wyprawę. Sprzedał jednak bohaterom po dwie fiolki mikstury leczącej. Następnie udali się do wierzy maga. Ten powiedział, że jeszcze nie postradał zmysłów i nigdzie się nie wybiera. Gdy rozmawiali, Wiadernego zainteresowały pierścienie czarodzieja, które mogły być magiczne.
– Ładna biżuteria – zagaił jubiler hobbysta. – Chciałbym taką mieć.
– Zaprowadzę cię do jubilera gdzie ją zamówiłem.
– Podoba mi się ta konkretna.
– Nie jest na sprzedaż.
– Ale ja naprawdę chciałbym ją mieć. – Rzekł Wiaderny, mierząc się wzrokiem z magiem z wierzy. Ręka Poldarionna mimochodem powędrowała w kierunku rękojeści miecza.
Atmosfera zaczęła stawać się nieco napięta, gdy w końcu Gonzalo wypalił wypuszczając od kilkunastu sekund trzymane w płucach powietrze – Dobrze wejdźmy do środka i porozmawiajmy.
Gdy tylko bohaterowie weszli do wierzy zaczęli stawać się bardzo senni. Po chwili stracili przytomności i runęli na ziemię. Obudzili się kilka ulic dalej z dorysowanymi wąsami. Jak tylko otrząsnęli się z otępienia ruszyli z powrotem w kierunku wierzy. Gdy zajrzeli do środka Gonzalo dobierał się właśnie do jakiejś panienki.
– Dawaj mu spalimy chatę. – powiedział Wiaderny do Poldarionna, a następnie rozpalił pochodnię i wybiwszy okno, cisnął nią prosto w regał z pergaminami, który zajął się momentalnie ogniem. Uradowani śmiałkowie szybko oddalili się z tego miejsca i wrócili do siedziby straży.

3.

Drużyna zaczekała na zmierzch i pod osłoną nocy ruszyła w kierunku zamku. Iverios zaprowadził ich do miejsca gdzie było tajne przejście. Za krzakami pod murem stały dwa posągi z wyciągniętymi na wprost dłońmi. Wszyscy zaczęli szukać jakiegoś mechanizmu otwierającego drzwi. W końcu Wiaderny zauważył poluzowaną cegłę. Wyjął ją, a później następną. Położyli je jednocześnie na dłoniach pomników i ich oczom ukazało się przejście. Ostrożnie weszli do środka komnaty. Dostrzegli w niej fontannę oraz znajdujące się po bokach pomieszczenia trzy klatki z wychudzonymi, śpiącymi mężczyznami i dwoje drzwi. Bohaterowie postanowili zbudzić więźniów. Ci gdy tylko się obudzili zaczęli się głośno śmiać i podrygiwać. Byli oni śmiejącymi się eunuchami. Strażnicy zaczęli bić eunuchy drzewcami swoich włóczni, aby pozbawić ich przytomności.
– Bijcie ich szybciej, bo ich śmiech ściągnie czyjąś uwagę! – Zawołał rozgorączkowany Wiaderny, ale było już za późno. Ktoś zmierzał w ich kierunku. Drzwi do komnaty otworzyły się i śmiałkowie stanęli oko w oko w grupą jedenastu gnolli. Nie byli oni jednak wrogo nastawieni.
– Szukamy wyjścia z tego piekielnego miejsca już od kilku dni. Dzięki wam usłyszeliśmy śmiech i wiedzieliśmy gdzie się kierować.
– Czego tu w ogóle szukaliście? – rzekł Poladrionn.
– Najwyższy kapłan Uąbaru, który również jest gnollem, został tutaj uwięziony. Chcemy go odbić, a jeśli już nie żyje, przynajmniej odzyskać jego ciało. Wiele z nas jednak zginęło, musimy się wycofać i przegrupować. Jeśli go znajdziecie, damy wam pięć tysięcy złotych monet.
Drużyna dowiedziała się również kilku interesujących informacji, w tym, że król nie żyje. Oprócz tego dowiedzieli się również, że w zamku można natknąć się na potężną magiczną istotę, która wygląda jak waga. Nie każdy tutaj jest jednak wrogo nastawiony. Gnolle kilka razy napotkali małe grupy gwardzistów królewskich, którzy nie padli ofiarą Chaosu. Gdy drużyna gnolli opuściła przeklęty zamek bohaterowie postanowili penetrować zamek dalej.

4.

Nim wyruszyli, uwagę Poldarionna zwróciły w złote monety, które dostrzegł w fontannie. Gdy jednak sięgnął po nie jedna z nich, wypaliła mu ona z sykiem dziurę w dłoni na wylot.

W kolejnych dwóch pomieszczeniach była zbrojownia i stołówka. Gdy sforsowali drzwi do trzeciej komnaty w środku zobaczyli grupkę dzieci otwierających i zamykających usta. Dzieci wstały i zaczęły iść w kierunku bohaterów.
– Odwrót! – krzyknął Wiaderny, ale było za ciasno, żeby sprawnie się wycofać. Jak tylko jedno z dzieci dotknęło strażnika ten zamienił się w kobietę. Jego przerażeni koledzy zaczęli zabijać dzieci, gdy ten stał oniemiały, gapiąc się na swoje wydatne piersi. Dołączył do nich również Poldarionn. W tłoku i szamotaninie jednak któreś z dzieci musiało go dotknąć, bo nagle poczuł, że dziwnie luźno mu między nogami, a napierśnik jego zbroi stał się jakby przymały. Spod jego hełmu natomiast wyłoniły się piękne blond włosy.
– Ja pierdolę, wracamy do miasta. – rzekł zrozpaczony Poldarionn. – Ktoś musi mnie odczarować i opatrzyć mi rękę.
Wszyscy zgodzili się z Poldarionnem.

5.

Nazajutrz rano bohaterowie rozdzielili się. Wiaderny z Iveriosem i doppelgangerem udał się do pobliskiego kowala i zamówił 50 sztuk kolców do rozsypywania na ziemi oraz kupił razem z Iveriosem kilka butelek z naftą z wciśniętymi w szyjkę szmatami. Następnie wybrał się do świątyni, aby wykupić wejście do biblioteki i poczytać. Najemnik stwierdził, że i tak nie umie czytać więc woli wydać te pieniądze na usługi prostytutek. Bohaterowie ustalili, że spotkają się w „Nożu & Igle”. Poldarionn natomiast od razu poszedł do świątyni. Wszedł do środka i szukał kapłana, by ten zdjął z niego urok. Zamiast niego natknął się jednak na podstarzałego sprzątacza.
– Czego tu szukasz, złodziejaszku? – powiedział.
– A co ci do tego, dziadzie?
– Ile ty masz lat, że tak się do mnie odzywasz?
– Najebać ci w mordę? – spytał Poldarionn.
Po chwili kłótni Poldarionn uderzył dziada płazem miecza tak silnie, że ten się przewrócił.
– Gadaj lepiej, gdzie jest kapłan!
Sprzątacz odpowiedział na pytanie ale jednocześnie nie szczędził obelg pod adresem Poldarionna. Ten usiadł na nim i złapał za szyję i dusił, dopóki nie stracił przytomności, po czym wyrwał mu język. Następnie udał się do kapłana. Duchowny pięciuset sztuk złota w zamian za zdjęcie klątwy. Wojownik zaproponował, że zapłaci w piwie. Kapłan rzekł, że woli wino na co Poldarionn przystał. Udał się do karczmy, kupił beczkę wina i przekazał kapłanowi, a ten odczarował wojownika.
W tym czasie Wiaderny wraz z Doppelgangerem wchodzili właśnie do biblioteki

6.

– Ty masz w ogóle jakieś imię? – zapytał czarodziej doppelgangera.
– Kiedyś miałem, ale zapomniałem.
– To może sobie jakieś wymyślisz.
– Brask.

W bibliotece siedziało kilku mnichów i zakonnica, którą Wiaderny miał już okazję poznać. Usiadł przy stole i zajął się czytaniem księgi o transmutacji chleba w ser. Po kilku minutach zauważył jednak, że dzieje się coś dziwnego. Oto na głowie jednego z mnichów siedziała żaba. Wiaderny wstał i poinformował o tym duchownego. W tym czasie żaba zeskoczyła na ziemię i zaczęła dziwnie wpatrywać się w czarodzieja. Ktoś zawołał wyższego kapłana, by sprawdził, czy to przypadkiem nie żaba nie jest czarodziejska. Duchowny odprawił nad płazem rytuał i okazało się jednak, że jest to zwykła żaba. Wiaderny złapał ją więc i wyrzucił za okno. Gdy wycierał ręce podeszła do niego i Braska zakonnica i rzekła:
- Ach, jestem taka samotna, a tutaj jest tak zimno, może udamy się do moich komnaty, byśmy mogli ogrzać się przy winie i poczytali żywoty świętych?
- Jasne, maleńka. Pójdziemy tam z moim bratem bliźniakiem - powiedział Wiaderny wskazując na doppelgangera, który wyglądał w tej chwili dokładnie jak on.

Gdy weszli do pokoju zakonnica Freya zostawiła bliźniaków z zamiarem przebrania się. Wiaderny gdy tylko zniknęła za drzwiami wstał i po cichu podszedł do drzwi, by podglądać ją, jak się przebiera. Spostrzegł, że Freya otwiera szufladę od komody i wyciąga z niej niewielką, naciągniętą kuszę.
– Brask, uciekajmy, ta dziwka chce nas zabić! – krzyknął. Niestety odwracając się strącił ze stołu szklankę z wodą z sokiem. Gdy tylko dało się usłyszeć brzęk tłuczonego szkła, zakonnica wypadła zza drzwi i wystrzeliła z kuszy godząc Wiadernego w brzuch.
- Na mutanta! - zawył z bólu czarodziej zataczając się.
Twarz zakonnicy zaczęła falować w znajomy mu już sposób. Wiaderny zapomniał o bólu i podniecił się.
– Kolejny Doppelganger! Ale mam szczęście!
W tym czasie Brask momentalnie zamienił się w zakonnicę. Freya oniemiała, nie spodziewając się takiego obrotu spraw.
– Mam propozycję, założę się, że nigdy jeszcze takiej nie słyszałaś. – rzekł Wiaderny. - Będę ci płacił, żebyś podróżowała ze mną i wyglądała jak ja.
Zakonnica przystała na propozycję i zaproponowała Wiadernemu i jego doppelgangerowi uprawianie miłości. Mag wypił miksturę leczącą i przystąpili do akcji, jednak po kilku chwilach, gdy członek jednego z Doppelgangerów zamienił się w grot włóczni, czarodziej wolał nie ryzykować, podziękował za miło spędzony czas i udał się do swojego pokoju w karczmie aby do końca opatrzyć rany.

7.

W nocy śmiałkowie zebrali się i ponownie ruszyli do zamku. Po niedługim łażeniu po komnatach, natknęli się na dziewięć chrumkających orków. Natychmiast wywiązała się walka, którą orkowie potraktowani koktajlami mołotowa przegrali z kretesem. Mieli oni przy sobie kilkaset sztuk miedzi, które razem z pozostałym posiadanym złotem, zaczęły trochę im ciążyć.

Zważywszy na to, że byli jeszcze niedaleko wyjścia Wiaderny poszedł z Iveriosem do miasta po osła i taczkę oraz ukrył całe złoto w wynajmowanym przez siebie pokoju w karczmie. Gdy wrócili udali się dalej korytarzem. Napotkali na schody prowadzące w górę i w dół, a na wprost nich na ścianie obraz przedstawiający śmiejącego się eunucha. Wiaderny polecił jednemu ze zbrojnych aby włócznią strącił obraz. Gdy to zrobił z otworu, ukrytego za obrazem zaczął ulatniać się gaz. Wszyscy wycofali się prędko i poczekali, aż substancja się rozwieje. Następnie ruszyli w dół.

Ich oczom ukazała się mała komnata pełna dywanów. Gdy kilku zbrojnych razem z Poldarionnem weszli na nie, te ożyły i momentalnie ich unieruchomiły. Wtem spod schodów wyłoniło się sześciu zakapiorów ubranych na czarno. W zamian za wypuszczenie z dywanów zażądali dwustu sztuk złota. Wiaderny zły na siebie, że zostawił wszystko w karczmie, pobiegł do niej i przyniósł złoto. Przekazał hersztowi bandytów, a ci uwolnili Poldarionna i pozostałych. Gdy tylko przewaga liczebna była po stronie bohaterów, wywiązała się potyczka, z której wyszli zwycięsko, lecz nie bez strat. Jeden ze strażników miejskich poległ. Gdy było po wszystkim, Wiaderny zabrał z powrotem swoje dwieście sztuk złota. Po przeszukaniu ciał, postanowili zobaczyć co kryje się w pomieszczeniu pod schodami z którego, wyszli zbóje. Był tam krótki korytarz, a na końcu czerwona kotara. Za nią podróżnicy dostrzegli skąpaną w świetle słońca polanę. W Uąbar w tej chwili panowała noc.
- To portal! - powiedział Poldarionn.
Chcąc zweryfikować, czy to iluzja, jeden ze strażników posłał tam strzałę. Ta jednak nie odbiła się od niewidzialnej ściany tylko wbiła w drzewo. Nie było wątpliwości, że jest to portal. Bohaterowie badali go jeszcze przez jakiś czas wrzucając tam zwłoki pokonanych bandytów i dotykając trawy na brzegu portalu, nikt jednak nie odważył się przez niego przejść. Wiaderny pożyczył od jednego z zamienionych w kobietę lusterko strażników i zawieszając je na kiju sprawdził, że portal ten jest w drzewie. Po jakimś czasie rozmyślań co z tym przejściem zrobić, Poldarionn wpadł na pomysł żeby położyć tu jeden z dywanów, aby jakaś kreatura nie przelazła przez portal. Wiaderny zgodził się z wojownikiem i rzekł:
- Rozłóżmy dywan i skończmy już tę sesję.


Okiem Sędziego

  • Raport napisał Bartek.
  • Nareszcie gracze wybrali się na dłużą ekspedycję lochów. Ze wszystkich trzech standardowych sandboxowych modeli gry, dungeon lubię najbardziej. Surrealistyczne korytarze wypełnione skarbami, zagadkami i potworami jak z koszmarnego snu to idealne tło dla przygód psychopatów (i socjopatów) z Uąbaru.
  • Żadna postać gracza nie zginęła w ciągu tych dwóch sesji. Nie wiem dlaczego. Czy robię coś nie tak?
  • Wszystko (jak zwykle) wymyślałem na bieżąco. Nie przygotowałem żadnych tabelek, korzystałem z tych z Vol. 3 i story cubes. Możliwe, że gdybym opracował przed sesją lochy/NPC/hexmapę, przygody awanturników z Uąbar byłyby spójniejsze, ale lubię całkowity chaos i nieprzewidywalność jakie panują na sesji.
  • Sandbox z czasem nabiera rumieńców, początki bywają niemrawe. BG mają już po kilku sesjach jakieś kontakty, są związani z organizacjami (w tym przypadku ze strażą miejską), robią sobie wrogów, zdobywają wiedzę o settingu itd. Rozgrywka w sandboxie bardzo zmienia się w czasie kampanii. Początkowa gra koncentruje się przede wszystkim na eksploracji i poznawaniu fantastycznego świata, później bardziej skupia się na samodzielnych interakcjach BG z elementami, z którymi zdążyli się już zapoznać. Cały proces może oczywiście cofnąć się do początku, jeśli bohaterowie trafią (z własnej woli lub nie) do nowej, odizolowanej lokacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz